Poems

1 Karuzel – Xenia Żytomirska

Malowane konie, bieluchne łabędzie,
niechaj z miejsca ruszą, wszystko śpiewać będzie!
Drabiniaste wozy, kolorowe łodzie,
spoczywają sobie przy porannym chłodzie.
Dwie są karuzele i czekają obie,
przy porannym chłodzie spoczywają sobie.
Malowane konie, bieluchne łabędzie,
niechaj z miejsca ruszą, wszystko śpiewać będzie!
La la la la la la ...

Coś tam zaskrzypiało w tej drewnianej budzie,
karuzela rusza! Trzymajcie się ludzie!
Zagrała muzyka, raduje się dusza,
trzymajcie się ludzie! Karuzela rusza!
Poleciały konie, popędzać nie trzeba,
pofrunęły łodzie do samego nieba!
Zagrała muzyka, raduje się dusza,
trzymajcie się ludzie! Karuzela rusza!
La la la la la la...

Gdyby nie te guzy przy stalowej linie,
co trzymają jeszcze człeka przy dolinie,
Gdyby nie te nogi z butami ciężkiemi,
co przykuły mocno na zawsze do ziemi,
Toby się leciało ponad wielkie góry!
Toby się spoczęło na wierzchołku chmury!
Toby się pędziło, pędziło bez końca
prosto w odwiedziny do złotego Słońca!

2 Krzyż – Xenia Żytomirska

Stoi, o stare drzewo ramionami wsparty,
Drewniany krzyż zielony, niski i spróchniały,
Lecz przesłaniają napis już od dawna starty
Zeschnięte wianki kwiatów, co niegdyś pachniały. 

Bukiecik świeżych kwiatów rozsypały w piasku
Nieznane, młode ręce puste i beztroskie...
Spod ciemnej swej korony patrzą w dal z obrazka
Głębokie, słodkie oczy smutnej Matki Boskiej.


3 Słoneczko – Stanisław Hieronim Nawrocki

Od samego rana jestem rozśpiewana,
Śpiewam sobie, śpiewam, danaż moja dana!
Gdybym nie śpiewała, pewnie bym płakała,
Lecz pocóż mam płakać? Wolę śpiewać! skakać!
Stoję w okieneczku, dziwnie zakochana,
W tym złotym słoneczku, co świeci od rana.
To złote słoneczko tak cudnie świeciło!
Że moje serduszko ze snu rozbudziło!
Świeć w modrych przestworzach! Świeć nam tak bez końca!
A ja będę śpiewać piosnki me do słońca!
Póki deszcz nie spadnie, wichry nie zawyją,
I złotych promieni chmury nie zakryją.

Słowo o Jakubie Szeli - Brunon Jasieński (excerpts)

4 Tańcowała izba, stół

Tańcowała izba, stół,
cztery konie, piąty wół.
Tańcowały krowy z obór,
jak w tancerkach był niedobór.

Tańcowała izba, sień –
Jak ci bida, to się żeń!
Z końmi – wiadra, z ludźmi – konwie,
jeden Bóg ich z których stron wie.

Tańcowały skrzypce, bas,
biała droga w czarny las.
Wyrzucała nogi-wierzby
na gościńcu, bo i gdzieżby?

Tańcowała izba, wieś –
Jak ci bida – mam cię gdzieś!

5 Padał deszcz, płakał deszcz

Padał deszcz, płakał deszcz.
Umorusał szybki.
Zawodziły, labidziły
w ciasnej izbie skrzypki.

Padał deszcz, płakał deszcz.
Szumiał wiatr pod lasem.
Dziwował się krępy bas,
pomrukiwał basem.

Padał deszcz, płakał deszcz.
W bruzdach lśnił jak lakier.
Tańcowała cała wieś –
czapki strzech – na bakier.

6 Grajże Josek, grajże Berek

Grajże Josek, grajże Berek!
Naści wódki półkwaterek!
Naści wódki całą kwartę
na wesele, na to czwarte!

Idźże, Maryś, tańczyć, idźże!
Już mi dziś cię nikt nie wydrze,
już nie ujdziesz, jakbyś w dno wrósł,
już nas związał księży powróz.

7 A musiałażeś ty, Maryś

A musiałażeś ty, Maryś,
jakiś zadać czar mi,
że się niczem już, jak tobą,
głód mój nie nakarmi.

A musiałaś ty mi zadać
jakiś zdradny napój,
że mię pali, choć go stamtąd
nożem powydrapuj.

A musiałażeś ty, Maryś,
we mnie wróść jak gałąź,
żem tak osłabł, jakbyś ze mnie
krew wyssała całąś.

Ani wyrwę cię już stamtąd,
choćbym trzewia rozciął.
Udławiłem ja się tobą
jak zdradliwą ością.

8 Tańcowała izba, sień

Tańcowała izba, sień
cztery noce, piąty dzień.
Strumień wódki rowem pociekł,
zatańcował w gnieździe bociek.

Tańcowali, poszli spać.
Wyszedł księżyc, nie mógł wstać.
Jak żydowska lśnił się maca,
wszystkie cienie poprzewracał.
Tłukł się niebem wszerz i wzdłuż,
nie mógł trafić ani rusz.

Po kościelnym dachu biegał,
wpadł na wieżę, rozbił zegar.
Aż go w krzakach zgryźli psi.
Było wrzasku w całej wsi.

9 Na wyciągniętych deszczu strunach – Stanisław Brzozowski

Na wyciągniętych deszczu strunach
Wiatr wzdycha, jęczy i łka;
Na miękkich pajęczyn całunach
Królewna tka.

Jej ręka leciuchna i żywa,
Szybka jak białych lot chmur,
Układa mych tęsknot przędziwa
W przedziwny wzór.

I kwiaty zabrane mej wiośnie,
Zieleń umarłych już łąk,
Znów płoną, wskrzeszone miłośnie
Czarem jej rąk.

10 Zachowaj mnie u swoich drzwi – Rabindranath Tagore (transl. Leopold Staff)

Zachowaj mnie u swoich drzwi,
czekającego twych życzeń,
i daj mi chodzić po twym królestwie,
odbierającemu twe wezwanie.Nie daj mi tonąć i zniknąć w głębinie znużenia.
Nie daj życiu memu zużyć się na łachman
przez brak pełni.
Nie daj zwątpieniom tym pochwycić mnie,
proch roztargnień.
Nie daj mi ugiąć swe serce pod jarzmo wielu.
Daj mi wysoko unieść głowę w odwadze i dumie,
żem jest twym sługą.

11 Cóż jest prócz nieba – Rabindranath Tagore
(transl. Leopold Staff)

Cóż jest prócz nieba, o słońce,
co objąć zdoła twój obraz.
„Śnię o tobie, lecz by ci wystarczyć
nie mogę się nigdy spodziewać”,
płakała kropla rosy i rzekła:
„jestem za mała, bym cię wzięła w siebie,
wielki panie,
a życie me nie jest niczym prócz łez!”
„Oświecam bezgraniczne niebo,
jednak mogę się oddać najmniejszej kropelce”,
tak rzekło słońce.
„Stanę się skrą światła
i napełnię ciebie i twoje małe życie
będzie śmiejącą się kulą”.

12 Rozstanie – Rabindranath Tagore (transl. Jan Kasprowicz)

Zakończ więc pieśń tę ostatnią i rozejdźmy się.
Zapomnij tę noc, gdy noc minie.
Kogoż ja to usiłuję zamknąć w objęcia?
Sny się uchwycić nie dadzą.
Chciwe me ręce przyciskają próżnię
do serca i ta miażdży moje łono.

13 Samotność – Rabindranath Tagore (transl. Leopold Staff)

Czekam jej, jak co dzień. Czy wróci?
Myślę o wieczorze rozstania, o trzasku drzwi, które zawarła
w gniewie, o milczeniu, które zaległo w mej duszy.
Czekam jej, jak co dzień. Czy wróci?
Weszłaby, mówiąc, by coś rzec:
„Mijałam twój dom i przychodzę spojrzeć, czy róże nie ucierpiały od zimy.”
Potem uśmiechnęłaby się do mego ogródka,
do spokojnego widnokręgu i wiem, że nie odeszłaby już.

14 Boli mnie głowa – G. Bacewicz

Oj, boli mnie głowa
[ ... ]

15 Sroczka – original

Pstra sroczka, pstra, troje dziatek ma.
Jedno orze na ugorze, drugie pogania.
Trzecie siedzi na kamyczku,
trzyma skrzypki na rzemyczku,
gra sobie, gra.
W czarnej potoce sroka grzegoce,
syn jej się żeni w tureckiej ziemi.
A sroka się dowiedziała, na wesele poleciała.
Wywiódł ci ją wróbel w taniec,
urwał ci jej palca koniec.
Pomałuże, opentańcze,
bo mi urwiesz wszystkie palce.

WIARA, NADZIEJA, MIŁOŚĆ – Czesław Miłosz (from "Świat")

19 Wiara

Wiara jest wtedy, kiedy ktoś zobaczy
Listek na wodzie albo kroplę rosy
I wie, że one są – bo są konieczne.
Choćby się oczy zamknęło, marzyło,
Na świecie będzie tylko to, co było,
A liść uniosą dalej wody rzeczne.
Wiara jest także, jeżeli ktoś zrani
Nogę kamieniem i wie, że kamienie
Są po to, żeby nogi nam raniły.
Patrzcie, jak drzewo rzuca długie cienie,
I nasz, i kwiatów cień pada na ziemię:
Co nie ma cienia, istnieć nie ma siły.

20 Nadzieja

Nadzieja bywa, jeżeli ktoś wierzy,
Że ziemia nie jest snem, lecz żywym ciałem,
I że wzrok, dotyk ani słuch nie kłamie.
A wszystkie rzeczy, które tutaj znałem,
Są niby ogród, kiedy stoisz w bramie.
Wejść tam nie można. Ale jest na pewno.
Gdybyśmy lepiej i mądrzej patrzyli,
Jeszcze kwiat nowy i gwiazdę niejedną
W ogrodzie świata byśmy zobaczyli.
Niektórzy mówią, że nas oko łudzi
I że nic nie ma, tylko się wydaje,
Ale ci właśnie nie mają nadziei.
Myślą, że kiedy człowiek się odwróci,
Cały świat za nim zaraz być przestaje,
Jakby porwały go ręce złodziei.

21 Miłość

Miłość to znaczy popatrzeć na siebie,
Tak jak się patrzy na obce nam rzeczy,
Bo jesteś tylko jedną z rzeczy wielu.
A kto tak patrzy, choć sam o tym nie wie,
Ze zmartwień różnych swoje serce leczy,
Ptak mu i drzewo mówią: przyjacielu.
Wtedy i siebie, i rzeczy chce użyć,
Żeby stanęły w wypełnienia łunie.
To nic, że czasem nie wie, czemu służyć:
Nie ten najlepiej służy, kto rozumie.

22 Sonets CXXXV i CXXXVI – William Skahespeare

Whoever hath her wish, thou hast thy Will,
And Will to boot, and Will in overplus;
More than enough am I that vex thee still,
To thy sweet will making addition thus.
Wilt thou, whose will is large and spacious,
Not once vouchsafe to hide my will in thine?
Shall will in others seem right gracious,
And in my will no fair acceptance shine?
The sea, all water, yet receives rain still,
And in abundance addeth to his store;
So thou being rich in Will add to thy Will
One will of mine, to make thy large Will more.
Let no unkind, no fair beseechers kill;
Think all but one, and me in that one Will.
If thy soul check thee that I come so near,
Swear to thy blind soul that I was thy Will,
And will, thy soul knows, is admitted there;
Thus far for love my love-suit, sweet, fulfill.
Will will fulfill the treasure of thy love,
Ay, fill it full with wills, and my will one.
In things of great receipt with ease we prove
Among a number one is reckon’d none:
Then in the number let me pass untold,
Though in thy store’s account I one must be,
For nothing hold me, so it please thee hold
That nothing me, a something sweet to thee.
Make but my name thy love, and love that still,
And then thou lovest me, for my name is Will.

23 Sonet XXXIV – William Shakespeare

Why didst thou promise such a beauteous day,
And make me travel forth without my cloak,
To let base clouds o’ertake me in my way,
Hiding thy bravery in their rotten smoke?
‘Tis not enough that through the cloud thou break,
To dry the rain on my storm-beaten face,
For no man well of such a salve can speak
That heals the wound and cures not the disgrace:
Nor can thy shame give physic to my grief;
Though thou repent, yet I have still the loss:
The offender’s sorrow lends but weak relief
To him that bears the strong offence’s cross.
Ah! but those tears are pearl which thy love sheds,
And they are rich and ransom all ill deeds.

SHIHAIKAI (four haiku) – Basho-Matsuo, 17th. century

24 1

Wakaba shite
onme-no shizuku
nuguwaba-ya

25 2

Jo-roku-ni
kageroo takashi
ishi-no ue

26 3

Iza yukamu
yukimi-ni korobu
tokoro made

27 4 

Kiriharete
kakehashi-wa me-mo
fusagarezu

28 Apotemoza. Recitativo e Aria Da Capo al Absurdum
- Anna Ignatowicz-Glińska

Bohater wszedł i wyszedł, a potem coś mu się stało.
Wychodził po angielsku, tylnymi drzwiami i dlatego nikt nie zrozumiał.
Nic. Gorzej, że ona też nie zrozumiała wtedy, bo akurat myślała.

O czym myśłałaś wtedy, Małmazjo?
– O czymś.
Innym razem wszedł i wyszedł, i wszystko to nie trwało, bo było nietrwałe. Z natury.
Rzeczy z natury nie są trwałe, bo natura przemija ciągle.
Co robisz, Małmazjo?
– Nic. Przemijam.
Mogłabyś przeminąć coś, chociaz raz.
– Nie. Nic przemijam. Tylko nic.
Nie mów!
– Nie mówię. Nic. Bo co?
Małmazja przeminęła.

A potem: O zaprawdę, wielki jesteś cieniu!
Apotemoza.
Prawdę mówiąc, tym chętniej ryzykujesz, im mniej masz do stracenia.
Małmazja niema. Bo nic już nie ma. Nawet Małmazji.
Apotemoza.
A potem, o zachodzie słońca, Małmazja mówi.
Co mówisz, Małmazjo?
– Nic. Nawet tego nie powiedziałam szczerze.
Szczerze nic nie mówiła, bo wszystko w niej było na pokaz okazałe.
Nad wyraz okazałe było, ale na pokaz tylko.
Było zatem i zarazem wcale nie było.
Bo czym jest coś, co jest tylko na pokaz,
choćby i nad wyraz okazałe?